RSS

Archiwa tagu: Daniel Craig

Glass Onion

Genialny, choć momentami jakby nieco gamoniowaty detektyw Benoit Blanc ponownie wkracza do akcji.

Scenarzyści „Na noże” zmieniają wystrój z ponurego staroangielskiego dworu na pełną słońca grecką wyspę, a grupa podejrzanych „dziesięciu świnek” tym razem stanowi paczka lekko przejrzałych celebrytów. Przyjaciół z benefitami, bo każdy z zaproszonych na wyspę gości ma swój interesik wiążący go z genialnym biznesmenem Milesem (Edward Norton).

Benoit Blanc jest nieproszonym gościem na dworze ekscentrycznego gościa, w którym nie trudno odnaleźć cech współczesnych magików Doliny Krzemowej pokroju Bezosa czy Muska. W gęstniejącej atmosferze wzajemnych pretensji dojdzie do zbrodni, która uruchomi lawinę zdarzeń.

Pod szklaną, cebulastą kopułą (tytułowa „Glass Onion”) Benoit Blanc odkryje przed widzem kolejne warstwy intrygi.

Rian Johnson („Ostatni Jedi”, „Breaking Bad”) raczy widza grubo ciosaną historią i postaciami niebezpiecznie balansującymi na granicy pastiszu. Największą wartością „Szklanej Cebuli” i jej ratunkiem od banału pozostaje Daniel Craig – w pół kroku między Herculesem Poirotem a nadinspektorem Clouseau 🙂

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 stycznia 2023 w kino 2022

 

Tagi: , , , ,

No Time to Die

Czysto formalnie – bo przecież nikt na to nie da się nabrać – naczelny agent Jej Królewskiej Mości udaje się na „zasłużoną emeryturę”. Podobnie jak większość emerytów po zgarnięciu puli w ZUS-ie James Bond zaszywa się na Jamajce po miłosnym rozczarowaniu i efektownych driftach na antycznych ulicach włoskiej Matery.

Sielanka w tropikach nie trwa długo, bo do kolesia z przeterminowaną „licencją na zabijanie” zwraca się stary kumpel z CIA. Felix Leiter prosi Bonda o pomoc w odnalezieniu pewnego naukowca.

Zgadzając się na misję u boku kolegów z CIA, James strzela delikatnego foszka swojej macierzystej organizacji nad Tamizą, w której plakietkę z numerem 007 nosi już ciemnoskóra kobieta torpeda.

Misja odbicia naukowca kończy się oczywiście niespodziewanymi komplikacjami i odkryciem, że mordercza Hydra zduszona kilka lat wcześniej właśnie podnosi głowę. Rozpoczyna się ostateczna rozgrywka między Bondem, Blofeldem i tajemniczym Lyutsiferem Safinem.

Świat się zmienił. Nie ma w nim już miejsca dla starego dobrego Bonda, konesera alkoholowych drinków, zabójczej nikotyny i tła w postaci kobiet – pięknych i niebezpiecznych, ale będących zawsze tylko dodatkiem do głównego bohatera. Nikt już nie paraduje na co dzień w smokingu. Pomimo przewrotnego tytułu i łopatologicznych dygresji w trakcie seansu twórcy najnowszego „Bonda” zdają się nie zapominać o tym ani na minutę. No, może poza kilkoma klasycznymi scenami akcji, na których cała franczyza stoi.

„No time to Die” symbolicznie spina klamrą 60 letnią historię cyklu. Dwudziesty piąty pełnometrażowy film zamyka jednocześnie udany reboot serii  i kolejną bondowską „epokę” spod znaku Daniela Craiga. Kiedy Craig w 2006 roku pojawił się w „Casino Royale”, utyskiwaniom na wybór blondyna nie było końca. Czy nowy Bond będzie niebinarną ciemnoskórą osobą z drugą grupą inwalidzką? Wszystko wskazuje na to, że polityczna poprawność naszych czasów odświeży serię w stylu, o jakim stary Ian Fleming nigdy nawet nie pomyślał.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 sierpnia 2022 w kino 2022

 

Tagi: , , ,

Na noże

Dzień po 85 urodzinach, znany autor powieści kryminalnych zostaje znaleziony martwy w swoim pokoju martwy. Sprawę przejmuje detektyw Benoic Blanc (Daniel Craig).

W zamkniętym domu detektyw przesłuchuje kolejnych członków rodziny, prowadząc skomplikowaną grę, której rezultatem ma być odnalezienie mordercy.

Dzień po hucznej imprezie urodzinowej podejrzani są wszyscy członkowie rodziny. Każdy z nich ma motyw i każdy coś ukrywa.

Na porównanie do klasycznych powieści Agathy Christie nie trzeba długo czekać, analogia do „Morderstwa w Orient Expresie” jest oczywista. Filmowi Riana Andersona  („Breaking Bad„; „Looper„) udaje się  jednak uniknąć banału filmowej kalki.

Reżyser subtelnie wymyka się spod sztampy szacownego kryminalnego pierwowzoru przede wszystkim dzięki roli detektywa Blanca. Ten zdawałoby się nienagannie skrojony gentleman w gruncie rzeczy burzy porządek nobliwego domu a w jego zachowaniu jest coś bardziej plebejskiego niż bondowskiego XD.

Oczywiście to, że Blanc znajdzie mordercę i nie będzie to nikt, kogo można podejrzewać – mamy jak w banku. Koniec końców „Na noże” to przecież kolejna wariacja na temat prozy pani Christie 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 kwietnia 2021 w kino 2021

 

Tagi: , , ,

Spectre

spectre26 film o perypetiach Jamesa Bonda, czwarty w dorobku Daniela Craiga. Statystyka na początek? Tak – bo statystyka to w przygodach agenta MI6 jest równie ważna jak sama fabuła.

„Spectre” w liczbach to także drugi film w reżyserii Sama Mendesa (wcześniej „Skyfall” a także fantastyczny „American Beauty”). Co ciekawe, reżyser ma dobrą rękę do muzyki – drugi film i drugi Oscar za najlepszą piosenkę.

Każdy „Bond” produkcyjnie to wielka sprawa. Elitarny cykl nadal stanowi klasę samą w sobie i żaden Jason Bourne czy Jack Reacher mu nie podskoczy. Ale cykl o 007 to także wielkie reżyserskie wyzwanie – zachowanie złotych proporcji pomiędzy komercją a niepowtarzalnością jest kwestią reżyserskiego życia lub śmierci. A do tego zawsze musi być w tym niepowtarzalna, magiczna szczypta „tego czegoś”. W „Casino Royale” była nim sama postać Craiga i realizm zaskakujący po latach z Pierce Brosnanem. W „Skyfall” przytłaczający klimat.

„Spectre” ma dwie twarze. Z jednej to „Bond” przełomowy, spinający znaczącą część cyklu i zdecydowanie nowatorskie wątki w fabule. Z drugiej – nadal estetyka wierna serii i powielany po raz 26-ty schemat (żeby nie napisać ordynarnie „przepis na sukces”). Godzenie ze sobą sprzeczności brzmi ryzykownie, ale raz jeszcze stary przepis przynosi udany efekt.

Artystycznie Sam Mendes musiał sprostać nie lada wyzwaniu. Swoim „Skyfall” sam sobie wysoko zawiesił poprzeczkę. Nie sposób było jej przeskoczyć. Wzmocnienie koktailu o nazwie „Skyfall” odrobiną czegokolwiek zmieniłoby go w inny koktail: Mołotowa.

Reżyser postanowił zatem temat … objeść. Związanie całości zbrojonym szalunkiem „wszystkich poprzednich Bondów” wydaje się zadaniem karkołomnym, ale udało się zadziwiająco dobrze. Konstrukcja 26 odsłony przygód Agenta Jej Królewskiej Mości jest jak dobra kompozycja zapachowa.

Organizacja „Spectre”, Alma Mater wszystkich „najstraszniejszych organizacji” w dziejach Bonda to dobrze znana „pierwsza nuta”.

Trzeba chwili, żeby dojrzeć drugą osnowę. To polityczne perypetie samej MI6 – znak nowoczesności, dygresja do współczesnego świata.

James starzejący się w pięknym stylu, z nieco większą niż zazwyczaj odrobiną ironii to smaczek, który uwalnia się dyskretnie, ale jest największą wartością. To jemu warto się przyjrzeć.

Kiedy Daniel Craig otrzymał swoją „licencję na zabijanie” światowe forum „bondologów” podniosło lament. Po czterech filmach James Bond ma twarz Craiga i nie wyobrażam sobie innego.

„Spectre” nie jest ideałem. Film traci punkty w kilku miejscach. Dziewczyna Bonda – Lea Seydoux – jest nijaka i z pewnością nie trafi do panteonu największych kociaków Jamesa. Femme Fatale o twarzy Moniki Bellucci jawi się niepotrzebnym epizodem. To zmarnowana karta w talii i nijaka rola Włoszki.

Kontrowersyjny jest niestety mastermind zbrodni. Grający Ernsta Blofelda Christoph Waltz dał z siebie wszystko. Paradoksalnie problemem tego świetnego aktora jest bycie Christophem Waltzem. Oglądając go, ma się przed oczami pułkownika Hanza („Bękarty Wojny”) i Dr Schultza („Django”). Waltzowi do twarzy z wyrachowanym okrucieństwem (wspomniane kreacje – obie oscarowe), ale brakuje mu obłędu w oczach (tu bezkonkurencyjny Javier Bardem w „Skyfall”). W efekcie szef wszystkich zbrodniarzy jest jakiś taki… malutki.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11 listopada 2016 w kino 2016

 

Tagi: , ,