RSS

Archiwa tagu: Clint Eastwood

The Mule

Clint Eastwood ma – uwaga! – dziewięćdziesiąt lat. „The Mule” z 2018 roku to jak na razie jego ostatni film. Aktor dotychczas nie powiedział ostatniego słowa i mimo podeszłego wieku nadal pozostaje w grze.

Osiemdziesięcioletni Earl Stone stoi na krawędzi przepaści. Przez lata był cenionym hodowcą kwiatów i duszą lokalnego towarzystwa. Internet odebrał mu klientów i pracę. To co zostało przejął bank, bezdusznie egzekwując swoje prawo do niespłaconej nieruchomości. Do posiadacza sterty starych gratów i przerdzewiałej ciężarówki oldboya uśmiechnęło się szczęście. Propozycja przewozu paczki z punktu A do punktu B przyniosła Earlowi szybki i dobry zarobek.

Fucha szybko staje się sposobem na życie a dzięki przypływowi gotówki Earl odzyskuje zainteresowania otoczenia. A także uznanie zadowolonych boss’ów w Meksyku. Równolegle z prowadzoną przestępczą działalnością Earl krok po kroczku odzyskuje kontakt z dawno utraconą rodziną.

„The Mule” (pol.: „Muł”) to nie bajka, ale opowieść o jednym z setek „mułów”, przemycających narkotyki dla meksykańskich karteli. Eastwood nie gloryfikuje nielegalnej działalności, ale także nadmiernie jej nie piętnuje. Historia Earla Stone to kolejna opowieść o poplątanych ludzkich losach, prowadzona przez reżysera z dystansem i bez zadęcia. Earlowi Stone w gruncie rzeczy bliżej jest do zrzędliwego Walta z „Gran Torino„, niż do narkotykowych przemytników w rodzaju Barry’ego Seala.

Eastwood nie próbuje zaczarować rzeczywistości i tworzyć filmy, w których 80-letni dziadek sukcesywnie niszczy zastępy wroga (patrz – najnowszy Rambo z krzepkim Sylwkiem). Siłą jego filmów jest hart ducha bohatera – nawet jeśli jest to opowieść o przemytniku kokainy. „Przemytnik” nie jest dziełem wybitnym, ale Clinta Eastwooda wciąż dobrze się ogląda.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 14 września 2020 w kino 2020

 

Tagi: , ,

Gran Torino

Gran_Torino_posterFilm z 2008 roku, a jednak już klasyk. Clint Eastwood, jeden z największych twardzieli kina i gwiazda spaghetti westernów ostatnimi laty okazał się także świetnym reżyserem. W „Gran Torino” daje upust obu pasjom – doskonale gra i równie dobrze reżyseruje. Sam film okazał się dobrym biznesem (budżet: 33mln, zyski: prawie 150 mln USD) choć „nie odkrywa Ameryki”.

„Gran Torino” to przewrotna historia Walta Kowalskiego (w Ameryce zdaje się mieszkają wyłącznie Kowalscy, inni emigranci tam się nie przyjmują – patrz: T.Williams, Grawitacja, a nawet Pingwiny z Madagaskaru). Walt, weteran z Korei, jest starym zgryźliwym dziadygą, nie potrafiącym współżyć z otoczeniem. Gdy do domu obok wprowadzają się skośnoocy emigranci (Hmongowie) Walt zaczyna przechodzić zdumiewającą przemianę.

Film w gruncie rzeczy jest komedią w „ciepłym” klimacie. Pozornie odstręczający Walt jest dobrym czlowiekiem, którego największą wadą jest nadmierna szczerość. To ulubiony bohater Eastwooda. Clint uwielbia przecież puścić do widza oko i uraczyć krzywym uśmiechem tuż po wygarnięciu całego magazynka swojego Magnum. I tym razem jego bohater wywołuje u widza sympatię pomimo ewidentnie paskudnych cech.

Prosta historia i oklepane zdawałoby się tematy wciąż mogą wzbudzać emocje i opowiadać coś na nowo. Eastwood jest zawodowcem w każdym calu. Poza tym – ten film godzien jest każdej ceny za jedno zdanie wielkiego kowboja: „Spieprzaj z mojego trawnika!”.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 kwietnia 2014 w klasyka kina

 

Tagi: , ,