RSS

Archiwa tagu: Bałkany

Jadąc do Babadag – Andrzej Stasiuk

To, co ma nadejść, nigdy tu nie dociera, ponieważ zużywa się gdzieś po drodze i zamiera jak blask dalekiej latarni. Panuje tutaj wieczny schyłek i dzieci rodzą się zmęczone.

Traktat o podróżach przez miejsca, które choć hucznie nazywane Europą, w rzeczywistości są innym światem. Zapomnianym, zacofanym i gorszym, ale wyłącznie w oczach spasionego Zachodu.

Tak. W tej części świata wszystko wszędzie i zawsze powinno być inaczej. Wynalazek map dotarł tu przedwcześnie albo zbyt późno.

Czas nadciąga z daleka i przypomina obce powietrze, którym już ktoś oddychał.

Stasiuk odbywa swoje podróże pociągami, samochodami, busami i autostopem ale to podróż przede wszystkim intelektualna i duchowa. Pełna zrozumienia dla spotykanych ludzi i kontemplująca zastany tam (nie)porządek. Autor podróżuje kompulsywnie, starannie omijając uporządkowany świat hoteli i pstrokatych pamiątek turystycznych. Podróżuje w miejsca starannie skrywane przed okiem obcokrajowca, kierując się wewnętrznym kompasem ustawionym na świadomość tubylców.

Sto sześćdziesiąt stempli jak psu w dupę. Wracam zawsze tak samo głupi, jak ciemny wyjeżdżałem. Wszędzie stoją faceci na rogach ulic i czekają, aż coś się zdarzy, wszędzie siedzenia w pociągach mają dziury powypalane papierosami i ludzie po prostu spędzają czas i patrzą spokojnie, jak historia dociska gaz do dechy.

Tracę czas i kasę. Równie dobrze mógłbym nie ruszać się z domu, bo to wszystko mam na miejscu. Gdziekolwiek się ruszę, wyglądam Cyganów.

Shqiperia” to Albania. Nawet jej prawdziwe imię w jakimś sensie oznacza samotność, ponieważ poza Bałkanami mało kto je zna. Przez dwa tygodnie słuchałem albańskiego na ulicy, w autobusach, w radiu i chyba ani razu nie usłyszałem słowa „Albania”. Zawsze było: Shqiperia, Shqiptar, shqiperise. Nazwa „Shqiperia” pochodzi od czasownika „shqiptoj”, który znaczy tyle, co wymawiać, mówić. W języku, którego nikt nie rozumie.

Współczesna literatura podróżnicza – o ile ktokolwiek jeszcze wybiera tą książkową – zaprowadzi czytelnika „w miejsca warte odwiedzenia” i takie, których „nie można przeoczyć”. U Stasiuka są tylko takie miejsca, których nikt oglądać nie chce. Zupełnie jakby były po niewidzialnej stronie globusa, w które nigdy nie trafi palec podróżnika.

Za oknem nic się nie działo. Znad suchych wzgórz nadciągał upał, snuł się przez otwarte drzwi i wypełniał wnętrze, cały ten syf i przypadkowość, brud, wyszczerbione szklanki, wytłuszczone kufle, butle z mętnego szkła, trupi plastik, opadał gorącą falą na zrujnowane sprzęty, napierał na ściany, na szyby osrane przez pokolenia much, wymiatał całe to wysypisko resztek udających przydatność, ten heroiczny pierdolnik odgrywający komedię trwania. Tak, transylwańskie desertum wchodziło do knajpy w Gergeschdorf jak do siebie.

Pomyślałem sobie, że mógłbym siedzieć tu przez lata i oswajać się z myślą o śmierci. Wychodziłbym codziennie na przystań promu i wyglądał jej przybycia. Zatarte, rozcieńczone miary czasu to przybliżałyby jej nadejście, to oddalały, i w końcu być może zyskałbym coś na kształt warunkowej nieśmiertelności. Bo przecież jeśli z taką łatwością zanikało tutaj życie, to i ona musiałaby przyjmować jakąś niejasną, fantomatyczną postać. W codziennej wędrówce między cieniem knajpianych topól i przystanią pozbywałbym się zbytecznej energii

Co najciekawsze, chociaż autor zupełnie nie stara się do tego zachęcić, ta podróż w magiczny świat burości na swój sposób fascynuje.

Teraz muszę sobie wyobrażać, że tam wrócę. Najlepiej jesienią, gdy opadną liście, żeby szukać potwierdzenia tych wszystkich domysłów, szukać tego chrobotu, butwienia, pełznącej pleśni, która wchodzi niezauważalnie i cicho w kamień, mur i drewno, w schowane w szafie stroje na niedzielę. Drobnoustroje, grawitacja i wilgoć — to są składniki bytu mojej części kontynentu.

Wszystko wskazuje na to, że chciałbym mieć własne państwo. Żeby po nim w kółko jeździć. Państwo bez wyraźnych granic, państwo, które samo nie wie, że istnieje, i państwo, które guzik obchodzi, że ktoś je wymyśla i ktoś do niego wjeżdża. Senne państwo z niejasną polityką i historią jak ruchome piaski, z teraźniejszością niczym kruchy lód i kulturą jak cygańskie pałace w mieście Soroca. Nic innego tutaj nie przetrwa bez ryzyka parodii. Co tam zresztą państwo. Niech będzie od razu cesarstwo

Czasami wyobrażam sobie mapę złożoną z miejsc, do których chciałbym powrócić. Ta mapa jest niepoważna. Nic właściwie na niej nie ma: mokry śnieg w Gönc, Zborov ze zrujnowanym kościołem, Caraorman ze swoim pustynnym piaskiem i rdzewiejącymi maszynami, które miały odzyskiwać złoto z dunajskich wód, upał w Erind, Biała Spiska i tonący w półmroku sklep spożywczy, świt i woń kocich szczyn w Piranie, wieczorne Răşinari z zapachem snującym się z piernikowej manufaktury, wieprze niedaleko Oradei, świnie w Mátészalka, Delatyn ze swoją stacją kolejową w porannej szarówce, Duląbka, Rozpucie i Jabłonna Lacka, Huşi i Sokołów, i teraz jeszcze te Lubenice.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 sierpnia 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , , , ,

Dziecko wojny – Sara Novic

Dzieciństwo dziesięcioletniej Anny Jurić oznacza leniwe upalne popołudnia, wyjazdy z rodziną nad morze, grę w piłkę z chłopakami i szwendanie się po okolicy z najlepszym przyjacielem. Na sielskim obrazku pierwsze rysy pojawiają się w 1991 roku. W Zagrzebiu przybywa uchodźców opowiadających niezrozumiałe dla dzieci historie. Dorośli zaczynają tajemniczo szeptać i nagle znaczenie ma kto pali serbskie papierosy. A później zaczynają się naloty bombowe.

Konflikt bałkański w umyśle dziecka pisany jest emocjami, które wryją się na całe życie. Anna nie zapomni ani chwili a metafizyczna więź z Zagrzebiem ściągnie bohaterkę z daleka.

„Dziecko wojny” nie jest kroniką konfliktu. Nie epatuje okropnościami wojennej pożogi, choć tej w dziecięcych wspomnieniach nie zabraknie. Ciekawe spojrzenie na Chorwację inną niż tą, którą znamy z wakacyjnych podróży.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 sierpnia 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , , ,

A Perfect Day

A perfect dayZwykły dzień w organizacji humanitarnej. Bałkańskie klimaty, chaos dookoła i zdecydowanie nietuzinkowy problem. Wyciągnięcie nieboszczyka z nadwagą z górskiej studni okazuje się być wyzwaniem przez duże „W”. Patrol Mambru (Benicio Del Toro) i „B’ (Tim Robbins) zdaje się radzić sobie w tej nieziemskiej sceneriibez nadmiernych emocji. W krainie wojennych zbrodni i codziennej apokalipsy zdobycie liny jest zajęciem nie tylko na cały dzień, ale i nadchodzącą noc.

Ostatni jak dotąd film Fernardo Leona de Aranoa  potwierdza wrażliwość hiszpańskiego reżysera. Kolejne dzieło tego autora podejmuje tematykę ludzkiego wykluczenia i niesprawiedliwości. Tym razem na tapecie jest wojna oglądana z poziomu pogorzelców. Bez strzelanin, pościgów i epatowania przemocą, a jednak zapadający w pamięć film oddaje rzeczywistość w surowy sposób, ale z perfekcyjnie dawkowanym czarnym humorem i wyczuciem na losy zapomnianych ofiar wojennego koszmaru.

„A Perfect Day” to dobra gra Benicio Del Toro i oczarowujący popis humoru Tima Robbinsa, któremu świetnie partneruje niepozorny Fedja Stukan, autor rodem z bośniackiego Sarajewa.

Film zdecydowanie godny polecenia.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12 sierpnia 2016 w kino 2016

 

Tagi: , , , ,

Bałkańskie upiory. Podróż przez historię – Robert D. Kaplan

Bałkańskie-upiory Robert Kaplan

Bałkany są podbrzuszem Europy. Ten zróżnicowany kulturowo rejon wciąż pozostaje najmniej stabilną częścią naszego kontynentu. Nie bez przyczyny historycy używają określenia „Kocioł Bałkański”.

Z czym kojarzy się południowo – wschodnia część Europy? Dziś oczywiście z „Grexitem”. Wcześniej z problemami Kosowa, Macedonii, zacofaniem Rumunii. Jeszcze wcześniej z masowym ludobójstwem końca XX wieku w byłej Jugosławii.

Robert D. Kaplan napisał swoją książkę na minutę przed rozpadem Jugosławii. Dziennikarz trafnie przewidział kłopoty na horyzoncie lat dziewięćdziesiątych. Nie było to zresztą niczym nadzwyczajnym. Napięcie w regionie utrzymuje się od wieków a narody współistniejące ze sobą na tym skrawku lądu śpią na beczce prochu. Zaskoczeniem może być jedynie skala trafnie wytypowanych problemów.

„Bałkańskie upiory” sięgają głęboko. Czasami do odległej prehistorii narodów, często do potężnego Bizancjum i wielowiekowej traumy tureckiej dominacji. Na symbolicznej linii podziału katolicyzmu, prawosławia i islamu, na rozdartej strafami wpływów Wschodu i Zachodu mapie nie ma neutralnej „Szwajcarii”. Każda nacja ma swoje niezabliźnione rany i starych wrogów. Różnią ich daty – od podbojów z czasów Średniowiecza po ości niezgody na skutek europejskiego liberalizmu.

Kaplan ze znawstwem starego bywalca (wiele lat mieszkał i podróżował po opisywanych krajach) przemierza bezdroża Bułgarii, Rumunii, Grecji, Serbii i wielu krain powstałych z rozpadu innych politycznych tworów.

Fascynująca opowieść o emocjach narodów, które znamy wyłącznie ze stereotypów.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22 września 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , , , , , ,