RSS

Archiwa tagu: antysemityzm

Oficer i szpieg

„J’accuse…!” krzyczała pierwsza strona popularnego paryskiego dziennika z 13 stycznia 1898 roku. List otwarty wybitnego literata Emila Zoli do prezydenta Republiki odbił się szerokim echem we Francji, wywołując wieloletni ostry spór pomiędzy Francuzami. Na jaw wyszły wewnętrzne napięcia narastające od 1870 roku – krytyka ustroju, antysemityzm, nacjonalizmy obleczone w napuszony patriotyzm.

Awantura, która rozpoczęła się od oskarżenia o szpiegostwo wywróciła życie wielu ludzi – w tym samego Emila Zoli, zmuszonego emigrować z Francji. Niesłusznie oskarżony oficer żydowskiego pochodzenia – Alfred Dreyfus stał się zadrą w oku szerokiego grona rządzących – od bezpośrednio zaangażowanych w fałszowanie sprawy oficerów, po wysoko postawionych urzędników państwowych.

W dalekiej perspektywie proces Dreyfusa miał swoje konotacje w powstaniu ruchu syjonistycznego i w efekcie powstania państwa Izrael.

Samo „J’accuse!” stało się we Francji synonimem walki jednostki z systemem.

Dla Polaków historyczne tło nie jest oczywiste. Juz sam tytuł zdaje się wychodzić poza francuskie dysputy, stawiając w centrum opowieści głównych bohaterów: pułkownika Picquart i Alfreda Dreyfusa.

Roman Polański nieprzypadkowo zabrał się za przykurzoną historię z XIX wieku. Przesiąkniętego frankońską kulturą Polańskiego nietrudno rozszyfrować. Reżyser sam zresztą nie kryje intencji, stawiając znak równości pomiędzy oskarżeniami artylerzysty i swoimi problemami z wymiarem sprawiedliwości.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 lutego 2020 w kino 2020

 

Tagi: , ,

Ziarno Prawdy

Ziarno PrawdyDruga z powieści Zygmunta Miłoszewskiego miała więcej szczęścia w kinie niż słabiutkie „Uwikłanie”. Być może to zasługa nie tylko Borysa Lankosza, któremu udał się także „Rewers”, ale samego pisarza zaangażowanego w reżyserię. Nikt tak jak on sam nie mógłby pokierować ekranizacją drugiego kryminału z cyklu „Teodor Szacki”.

Warszawski prokurator trafia „na wygnanie” do Sandomierza. Miasto, w którym największymi sprawami były dotychczas kradzieże komórek przeżywa szok po odnalezieniu bestialsko zmasakrowanych zwłok. W sandomierskim światku denatka uchodziła za osobę bezkonfliktową, prawdziwego „anioła”. Teodor Szacki zaczyna dochodzenie nie tylko z łatką warszawskiego dupka w garniturze, ignoranta i człowieka niemającego pojęcia o mieście. Ambitny prokurator zaczyna dochodzenie, w którym podejrzanym jest całe otaczające go środowisko. Dowody wprost wskazują na mord rytualny, ale dla doświadczonego prokuratora to zbyt grubo ciosana teoria.

Ziarno Prawdy” jest doskonałym kryminałem. Miłoszewski po mistrzowsku wplótł w klasyczny kształt powieści o dzielnym prokuratorze (policjancie, dziennikarzu itp.) małe polskie traumy. Urągający dużej części społeczeństwa podział na Polskę „A” i „B”, głęboko zakorzeniony antysemityzm czy polskie przywary kłótliwości i zawiści mają tu swoje małe role. Przywar nie brakuje i samemu superbohaterowi ze Stolicy.

Filmowcom udało się zachować ducha powieści i – pomimo niezbędnych ograniczeń taśmy filmowej – nadać historii książkowy puls. Świetnie filmowany nocny, zamglony Sandomierz nasącza film swoją tajemnicą.

Oczywistym plusem ekranizacji jest główny bohater. Udział Roberta Więckiewicza w kolejnym filmie może początkowo wywołać jęk rozpaczy – znowu on! Nie ma jednak lepszego kandydata na Szackiego.

Więckiewicz to stary wyjadacz a do roli zgorzkniałych i sponiewieranych życiem „komisarzy” jakby się urodził. W jego grze jest sporo cech Mikaela Blomkvista z „Millenium” – to zaleta, nie wada. Polski bohater kryminału wreszcie przestał przypominać wiecznie żywego Borewicza, z jego peerelowskim obnoszeniem się luksusowymi „Caro” z filtrem.

Reasumując – całkiem udany film kryminalny, z inteligentną intrygą i ciekawym zakończeniem (tym razem bez radosnych zmian w pijanym widzie reżysera).

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , , ,

Ida

Ida Przed złożeniem ślubów siostra Anna zostaje wysłana przez matkę przełożoną w odwiedziny do jedynej krewnej. Ciotka Wanda (Agata Kulesza) odkrywa przed młodą dziewczyną jej prawdziwe nazwisko – Ida Lebenstein. Podróż do ciotki okazuje się  podróżą do trudnej przeszłości rodzinnej. Wanda Gruz – była sędzia stalinowskiego systemu sądownictwa – jako wytrawny „fachowiec” wyrywa trudną prawdę starannie skrywaną przez lokalnych chłopów. Dla każdej z bohaterek podróż jest też odkrywaniem prawdy o sobie.

Kameralny dramat porusza temat trudny dla Polski, robi to jednak w sposób odmienny od sensacyjnego „Pokłosia” Władysława Pasikowskiego. „Krwawa Wanda” ma równie brudne ręce jak chłopi, którzy skorzystali z dziejowej pożogi, aby uszczknąć coś dla siebie. W każdym pozostaje jakiś okruch szkła po wyrządzonych krzywdach. Kontrapunktem okrutnych czasów jest Ida. Niewinna nowicjuszka przyjmuje wszystko ze zrozumieniem i prawdziwą pokorą. Dla niej ciężkie prawdy dziejowe są taką samą lekcją jak zbliżenie z młodym saksofonistą.

Dobrze, że powstają filmy demitologizujące znaną nam historię Polski. Dzięki nim w niezmiennym światopoglądzie „Czterej Pancerni – Kloss –  serial Dom” pojawi się szczelina niepewności i innego spojrzenia na czasy powojenne. „Ida” robi to w sposób delikatny i wyważony.  Czarno – białe kadry  nadają filmowi dystans i pozwalają skupić się na opowieści a jednocześnie pozostawiają w głowie ziarno niepokoju „tamtych czasów”.

Pawlikowskiemu udało się stworzyć ważny film bez wskazywania palcem winnych i epatowania brutalnością.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 stycznia 2015 w kino 2014

 

Tagi: , , ,

Pokłosie

PoklosiePasikowski lubi kontrowersje. Starannie omijany (nie tylko przez filmowców) temat trudnych relacji Żydzi – Polacy potraktował więc jako bazę do stworzenia dzieła  rozrywkowego. Powstał film, który wzburzył umysły i krew w żyłach zapaleńców. Dostało się biednemu Stuhrowi, który w miejsce milczącego jak sfinks reżysera (ponoć „tak już ma” i nigdy nie wypowiada się inaczej niż poprzez swoje dzieło) próbował rozluźnić atmosferę. Niechcący dolał oliwy do ognia przy okazji stając się Public Enemy No.1.

Co ciekawe, baty ominęły samego reżysera (bo się nie odzywał?) i grającego równie ważną rolę Ireneusza Czopa (temu darowano bo używał słowa „żydki”?).

Cała afera w ewidentny i tragikomiczny sposób kolejny raz obnażyła narodowe słabości, traumy i swarliwość. Wzięli się za łby niczym szlachciury obrońcy i przeciwnicy, radykaliści i demokraci.

A film? Jak to film – to tylko i aż dzieło artysty, wyrażającego swój pogląd na świat. Co skłoniło Pasikowskiego do radykalizmu w spojrzeniu na rodaków prawdopodobnie pozostanie jego słodką tajemnicą. Powstał film sprawny technicznie, dynamiczny i wciągający. Fabuła ma wiele słabości jakby autor na siłę starał się uprościć historię do układu czarny-biały. Szkoda, bo ciut więcej szarości nadałoby głębię i być może skłoniło do szerszego postrzegania polskich białych plam. Nie brak też niezamierzonych śmieszności. Polska wieś nadal jest przebitką z serialu Ranczo, chłop jest ciemny i zapluty. Rekwizytem jak u Smarzowskiego jest rdzewiejąca siekiera i starożytne gumofilce dobre na każdą pogodę. Źli są głupi, dobrzy są mądrzy ale bezradni. Ksiądz szpera w parafii od lat, ale nie wie nic o tym, o czym w jednym spojrzeniu przekazują sobie najmłodsi parafianie.

O ile jednak Smarzowski zakrzywia rzeczywistość w przerysowanych proporcjach i robi oko do widza, Pasikowski traktuje swoją pracę niczym scheda po Norwidzie i Mickiewiczu. Niestety nie może się zdecydować – iść w stronę holywood czy moralizowania, efektem czego „Pokłosie” należy traktować jako polski thriller z nawiązaniami do narodowych bolączek.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 3 lipca 2013 w kino 2013

 

Tagi: , , , , ,

Cmentarz w Pradze

Umberto Eco, erudyta i profesor semiotyki (kto u licha wie co to jest semiotyka) rozpaczliwie próbuje nadążyć za swoim sukcesem sprzed wielu lat i famą „prawie Nobla”. Po paru opasłych tomach intelektualnej uczty Eco wraca więc do nieco bardziej sensacyjnej formuły tajnych spisków.

„Cmentarz w Pradze” jest powieścią całkiem udaną, chociaż intelektualiści fukną na wątki sensacyjne a czytacze kryminałów zmęczą się nadmiernymi wywodami z pogranicza nauk wszelakich.
Wszystkich zaś po równo do snu położy historia powstawania włoskiej republiki.

Nieuważny czytelnik zadziwi się natomiast skalą „hejtu” jakim ocieka dziennik Simone Simoniniego. Są to bowiem całkiem pikantne wywody o antysemityzmie, wolnomularstwie i wszelkich nieprawościach. Nie to było oczywiście intencją autora. Skupiając się na genezie powstania „Protokołów Medrców Syjonu” Umberto Eco dotyka problemu, który trawi umysły wszelkiej maści radykałów aż po dziś dzień. „Protokoły…” zaprzątały umysły wszędzie tam, gdzie warto było znaleźć ofiarę zastępczą”. Do dziś globalny spisek żydowski tkwi w sercach i umysłach, dając wyraz w przesądach o powstawaniu macy czy ogólnym emploi żydów (rozważmy tylko obrazki z „żydkiem” liczącym pieniądze w wielu polskich mieszkaniach).

Powieść najeżona postaciami historycznymi, arytmetyką historii powszechnej schyłku XIX wieku i przenikającymi się tajnymi spiskami nie jest lekturą łatwą. Jest jednak wciągająca i daje do myślenia. Chociażby o tym, że Protokoły były fundamentem dla „Mein Kampf” pewnego niespełnionego kaprala.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 września 2012 w literatura 2012

 

Tagi: , , , , ,