RSS

Archiwa tagu: Antonio Banderas

Ból i Blask

Wybitny reżyser filmowy Salvador Mallo (Antonio Banderas) wraca wspomnieniami do przeszłości. Wspomina dzieciństwo w słonecznej wiosce Paterna i ukochaną matkę, a z nimi swoją pierwszą miłość. Wszystko to ukształtowało go jako człowieka i artystę i wszystko to wraca silnymi wspomnieniami wywołanymi przez jubileusz jednego z filmów.

Artysta przeżywa głęboki kryzys twórczy. Cierpi fizycznie i psychicznie a każda z przypadłości w równym stopniu nie pozwalają mu normalnie egzystować.

Walka z bólem pogłębia depresję pogrążając Salvadora w otchłaniach rozpaczy. Ulgę może przynieść jedynie rozrachunek z własnymi demonami i pokorna akceptacja własnego życia.

„Ból i Blask” niesie w sobie oczywiste wątki autobiograficzne choć mistrz Almodovar temu zaprzeczył.

Wyciszony i pełen zadumy film skłania do myślenia w sposób, do jakiego od dawna przyzwyczaił nas Pedro Almodovar.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 listopada 2020 w kino 2019

 

Tagi: , , , ,

Automata

automataJacq Vaucan (Antonio Banderas!) chce tylko dobrze wykonać swoją robotę. Ma do utrzymania żonę i – wkrótce – dziecko. Dobra praca daje mu szansę mieszkać w enklawie ludzkości. W odróżnieniu od wielu nieszczęśników poza tą strefą, Jacq jest chroniony potężnym murem od stref promieniowania i śmierci.

Zredukowana do nielicznych ludzkość posługuje się robotami, które odwalają całą robotę. Czasem jednak się psują lub wyczyniają dziwne rzeczy. Produkująca roboty firma ROC wysyła wtedy swojego agenta ubezpieczeniowego dla sprawdzenia co jest przyczyną. Kiedy jedna z maszyn zostaje rozstrzelana przez nadpobudliwego gliniarza, Vaucan rozpoczyna śledztwo mające na celu odkrycie kto manipuluje robotami wbrew prawu.

Czy ten scenariusz czegoś przypadkiem nie przypomina? Zbieżność z „I, Robot” i „Bladerunner” narzuca się w sposób oczywisty. Na szczęście „Automata” to coś więcej, niż europejska imitacja wysokobudżetowych amerykańskich blockbusterów.

Gabe Ibanez tworząc swoje „hiszpańskie S-F” czerpie garściami od najlepszych. Pierwsza i nastrojowo zdecydowanie lepsza część filmu to obrazek niemalże wyjęty z Bladerunnera – mroczne i brudne miasto, zalewane strugami radioaktywnego deszczu i roświetlane tysiącem neonów i hologramów.

Gdy akcja przenosi się na pustynię, wkraczamy w klimaty bliższe Mad Maxowi. Pustynne bezdroża i opuszczone rdzewiejące kombinaty to tani sposób na wizualizację postapokaliptycznej Ziemi. Niestety światło obnaża zbyt wiele. Ten mankament stanowi o słabszej części opowiadania również w przypadku „Automaty”. W tej części opowieści Ibanez brnie także w wtórne filozofie pytające o przyszłość ludzkiego gatunku i mariaż ludzkości z robotyką.

Pomimo małych wpadek scenariuszowych i rozwadniającego się z czasem napięcia Ibanezowi udało się stworzyć porządne widowisko S-F. Raz jeszcze potwierdza się stara prawda – można stworzyć coś ciekawego nawet bez olbrzymich pieniędzy i zaplecza efektów specjalnych jeśli tylko pomysłowość i dobry skrypt stoją na wysokim poziomie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 grudnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , ,