RSS

Archiwa tagu: Afganistan

Limbo – Melania Mazzucco

Sierżant Manuela Paris z dywizji strzelców wraca do rodzinnego Ladispoli pod Rzymem. W domu czeka ją długa rehabilitacja po ranach jakich doznała w trakcie wybuchu miny pułapki w trakcie służby. Rany fizyczne to nie jedyna pamiątka po Afganistanie. Równie groźne co pogruchotane kości nóg są rany na psychice i nieuleczony żal po utraconych żołnierzach.

W Ladispoli czeka na Manuelę zwykłe życie rodzinne – tak inne od codziennych patroli w pustynnej okolicy. Ale prócz matki, siostry i nowej rodziny ojca włoska pani sierżant spotka jeszcze kogoś. Tajemniczego mężczyznę w pustym o tej porze roku hotelu.

Portret współczesnej kobiety jakże dalece obiegającej od tradycyjnej włoskiej roli żony i matki. Wnikliwy i  rozbudowany.

Dzieląc opowieść na „Live” i „Homework” Melania Mazzucco nadaje historii rytm dwóch równoległych światów – spokojnej choć gorzkiej egzystencji w Ladispoli i stresującej ale i podniecającej służby w wojskowej bazie.

Świetnie napisana, jak zawsze u Mazzucco.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 października 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

War Machine

Przebojowy czterogwiazdkowy generał amerykańskich Marines dowodzi siłami NATO w Afganistanie. Przerośnięte ego i zakuty wojskowy łeb to w gruncie rzeczy główny bohater tego filmu.

Netflix z przytupem zabrał się za kino przez duże „K”. „War Machine” ma budżet 60 milionów USD, których większa część prawdopodobnie trafiła do kieszeni najsławniejszego rozwodnika świata. Sens scenariusza kryje się w podprogowej krytyce amerykańskiej polityki zagranicznej, ale jest to przykryty potężnym pokładem „komediowym” w wykonaniu Brada Pitta. Problem w tym, że komediowość w tym przypadku jakoś nie bardzo śmieszy. Byłoby dobrze myśleć, że jest to celowy zamiar Netflixa, dotychczas mocno – choć momentami nieco stronniczo – zaangażowanego w postrzeganie rzeczywistości krytycznym okiem.

Generałowi Glennowi McMahon’owi w komediowej interpretacji Pitta bliżej jest do slapsticków Steve Martina niż subtelnej satyry na przywary wojennego managementu firmy „US Army”.

McMahon wygłasza bzdurne tyrady, obmyśla durne plany i całym sobą potwierdza głupotę, jaką są pokojowe bajdurzenia amerykańskich tuzów. W tle czają się osobiste ambicje i ułańska fantazja w małym móżdżku. Na jego sztab składają się równie przerysowane indywidua – wiecznie-drący-ryja generał furiat, cwany rzecznik cywil wbity w przepisowy mundur czy wzięty z przypadku tłumacz.

Zdumiewające jest także natrząsanie się z afgańskiego prezydenta Karzaia. Kreacja Bena Kingsleya jest doskonała, ale nie spodoba się raczej sprzymierzeńcom Ameryki w Afganistanie. Prezydent Karzai to kompletny ignorant i idiota. Aż szkoda, że w „War Machine” nie pojawił się wątek polski 🙂

Komediowe kreacje Pitta bywają dobre. Taką był występ w „Bekartach Wojny”. Rolą McMahona bożyszcze kina przeholował – ot, choćby pokracznym joggingiem i przegiętą mimiką twarzy. Mimochodem Brad Pitt wykonał podwójną woltę: sparodiował samego siebie z zaangażowanych filmów kina akcji, w których już bez próby rozśmieszenia widza robi podobne miny jak generał McMahon.

„War Machine” można ocenić w dwóch warstwach – jako slapstickowa komedia o wojsku jest śmieszna „tak sobie”. Postrzegając film jako zajadłą satyrę szerzej postrzeganej amerykańskiej bufonady Netflixowi należą się oklaski.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 lipca 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , , ,

Lone Survivor

Lone_SurvivorOperacja „Red Wings” miała miejsce w 2005 roku w Afganistanie. Zadaniem było wytropienie i pojmanie Ahmada Szaha, jednego z przywódców Talibów. W ramach rozpoznania czteroosobowy oddział Navy Seals został zrzucony w górach prowincji Kunar. Przypadkowe wykrycie sealsów przez tubylców i humanitarna decyzja o oszczędzeniu ich przesądziła o niepowodzeniu misji. Oddział został szybko wytropiony przez terrorystów.

Historia Marcusa Lutrella, jedynego ocalałego komandosa stała się bazą filmu Petera Berga. Berg – uznany twórca filmów akcji – wywiązał się świetnie ze swojej roli, nie ukrywając przy tym swojego patriotyzmu i dumy z żołnierzy. Choć łopot gwiaździstego sztandaru i tu się pojawi, widz nie będzie zażenowany nim tak, jak długim ujęciem na mrożonki Hortexu w naszych rodzimych produkcjach.

„Ocalony” trąci nieco agitką i nie ma w nim nowatorstwa. Pierwsze sceny to tradycyjny trening Marines. Kolejne to podkreślenie szczególnych więzów między żołnierzami. Później jest już tylko czyste kino akcji. Od czasów Rambo wiadomo, że US komandos to prawdziwy Iron Man a tubylcy atakują hordami niczym wściekłe psy. Na korzyść Berga przemawia jednak większa (niż w Rambo) realność. Przemiawia też fakt, że ta historia zdarzyła się na prawdę.

Oczywiście format zobowiązuje i jest w filmie kilka irytujących wyolbrzymień z szczerzącym białe kły głównym talibo-szwarc charakterem. Dobrze ze swojej roli wywiązuje się jednak Wahlberg z kolegami, zbliżając produkcję w stronę dobrych historii faktu i dystansując się od dzieł w stylu „Expendables”.

Dla militarystów jak znalazł na wtorkowy wieczór.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 8 października 2014 w kino 2014

 

Tagi: , , , ,